Usiadłam wygodnie i trzymałam za grzywnę, uniosła się, zarżała i zaczęła biec. Czułam ten przyjemny wiatr, uśmiechnęłam się, gdyż Robin pewnie też by tak chciała. Przejechać się na grzbiecie takiej wspaniałej istoty.
Mijaliśmy drzewa, pola, konary, oraz wiele przeróżnych innej natury. Czasem jednorożec skoczył, czasem przebiegł przez wodę. Czułam się cudownie, magicznie.
***
Zsunęłam się, gdy stanęła na polanie. Ukłoniłam się i poklepałam po boku. Po czym stworzenie zarżało i zniknęło po paru chwilach. Zdecydowałam się, iż pora wracać do szkoły. Obie sowy ruszyły za mną, dobrze, że zawsze mam uchylone okno w pokoju. Mogą bezpiecznie udać się z powrotem na swoje miejsce spoczynku. Było mi nieco przykro, gdyż nie było tu ani braci, ani siostry. O wiele by było weselej i milej. Tak to trzeba sobie radzić.
Usłyszałam swoje imię, gdy nauczyciel mnie wezwał. Podeszłam i zabrałam swoją miotłę. Ustawiłam się obok innych uczniów i słuchałam, o czym opowiada nauczyciel. Widziałam znajome twarze, tylko z widzenia. Choć znałam ich imiona. To oczywiście, nic poza tym. Nie często, wydaje się w jakieś ploteczki czy też rozmowy. Wolę stać z boku i słuchać, co inni mają do powiedzenia.
Ustawiłam miotłę i sobie bokiem na niej usiadłam. Obok mnie zjawiła się jakaś dziewczyna, szatynka o brązowych oczach.
- Luciana, podejdź i odbierz swoją miotłę - powiedział ktoś.
Zerknęłam z ukosa na nią, mało zainteresowana.
Wszyscy wsiedli na swe miotły i zaczęli się unosić.
W ostateczności rozpętała się jakaś głośna kłótnia. Nie miałam, zbyt ochoty, aby tam podejść. Tak też wzleciałam i zajęła się lekcja.
Czułam ten przyjemny powiew wiatru na skórze, włosy były rozwiane przez wiatr. Wyglądały jak fale, ponownie nieznacznie, się uśmiechnęłam.
<Luciana?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz